• Telefon : 62 591 99 15
  • Godziny otwarcia : 6:00 - 17:00
  • Adres : A. Frycza-Modrzewskiego 4, Ostrów Wielkopolski

Przedszkole ONLINE – Grupa IV – 12

Temat dnia : Wielkanocne zwyczaje. Witajcie kochane dzieci .
Na początku naszego spotkania zabawimy się w małych badaczy.
Zachęcamy do obejrzenia tego filmu i wykonania kilku doświadczeń z pomocą dorosłego .

 Tajemnice jajek – zabawy badawcze inspirowane filmem edukacyjnym „Doświadczenia z jajkiem”

„Zajączki” – zabawa paluszkowa z pokazywaniem

Pięć zajączków małych kica na polanie.

Gdy się jeden schowa, ile tu zostanie?

Pięć zajączków małych kica na polanie.

Gdy się dwa schowają. Ile tu zostanie?

Pięć zajączków małych kica na polanie.

Gdy się trzy schowają ile tu zostanie?

Pięć zajączków małych kica na polanie.

Gdy odejdą cztery, ile tu zostanie?

Pięć zajączków małych kica na polanie.

Kiedy pięć się schowa, ile tu zostanie?

Pięć zajączków małych już do mamy kica.

Kocha je ogromnie mama zajęczyca zaplata palce obu dłoni i lekko kołysze splecionymi dłońmi.

Pisanka wielkanocna –  dziecko koloruje obrazek, przecina go na kilka części, a następnie ponownie go składa i przykleja na kartce. Można wydrukować drugi  taki sam jako wzór do składania .

Swobodne improwizacje ruchowe do utworu  M. Musorgskiego Taniec kurcząt w skorupkach.   Rodzicu  podaj tytuł nagrania, a dziecko, w wybrany przez siebie sposób niech spróbuje zilustrować muzykę.   

„Wielkanocne zagadki” – zabawa dydaktyczna

Rodzic wyciąga z koszyczka pisankę – opakowanie po kinder jajku – w środku, której jest kartka z treścią zagadki:

– Mam czerwone nożki,

jestem żółtą kulką,

a kiedy urosnę,

to zostanę kogutem lub kurką. (KURCZĄTKO)

 

– Cukrowe – są blisko pisanek.

Prawdziwe, rogate – wiodą latem

stado na górską polanę. (BARANKI)

 

– Jak się nazywa

skorupka od jajek,

która się na cacko

świąteczne nadaje? (WYDMUSZKA)

 

– Upleciony ze słomy, z wikliny,

chętnie nosi owoce, jarzyny.

Podwieczorek też weźmie czasem,

a i grzyby przyniesie z lasu. (KOSZYK)

Po rozwiązaniu zagadek dzieci z pomocą rodzica wymyślają swoje własne zagadki, np. o babce wielkanocnej, palmie, śmigusie – dyngusie.

„Jajko z papieru” – zabawa plastyczna

Zabaw w ozdabiania jajek z papieru jest naprawdę mnóstwo, ale zawsze sprawiają dzieciom frajdę. Zatem rodzicu – narysuj po prostu jajko na kartce A4 i poproś pociechę o wycięcie (choć nie jest to konieczne). Następnie zdecydujcie, jaką techniką chcecie je ozdobić. Takie jajko może być wspaniałym prezentem – zajączkiem dla najbliższej rodziny.Poniżej proponuję kilka technik:

– wyklejanie plasteliną,

– ryż przyklejony do plasteliny,

– ozdobione skrawkami gazet (wydzieranka),

– ozdobione małymi figurami geometrycznymi,

– pomalowane farbami,

– obsypane brokatem,

– mozaika, czyli drobne elementy przyklejone obok siebie,

– z ulubionym bohaterem z bajki,

– tylko czarno – białe (dowolne wzory).

 „Śmigus dyngus ” Renata Piątkowska –  słuchanie czytanego przez dorosłego tekstu , rozmowa z dziećmi na temat zwyczaju oblewania się wodą i jego pochodzenia

Nie ma nic piękniejszego niż w lany poniedziałek o świcie stanąć z dwiema sikawkami nad śpiącymi rodzicami i jeden strumień skierować na mamę, a drugi na tatę. No i nic się nie przejmować, że piszczą i krzyczą, tylko lać, dopóki w sikawkach jest choć kropla wody. Potem trzeba szybko uciekać. Najlepiej prosto do łazienki, żeby znowu napełnić te piękne plastikowe pojemniczki. A jeśli ktoś ma jeszcze na dodatek siostrę, to musi czym prędzej pędzić do jej pokoju, by ją dopaść, zanim się obudzi. Ja właśnie tak zrobiłem. Zdążyłem w ostatniej chwili, bo już zaczęła się przeciągać i przecierać  oczy. Ścisnąłem sikawkę i skierowałem strumień wody prosto na jej czoło. Lałem bez litości, a Agata wrzeszczała tak, że tapeta zaczęła odklejać się od ściany. Cóż za piękny zwyczaj ten śmigus-dyngus– pomyślałem. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy, więc po chwili sikawka była pusta i  musiałem wycofać się do łazienki. Gdy ucichły piski i  narzekania, postanowiłem opuścić moja kryjówkę. I wtedy przekonałem się, jak podstępną i mściwą mam siostrę. Ledwo otworzyłem drzwi, oblał mnie lodowaty strumień. Mokra piżama oblepiła mi plecy, woda spływała z włosów, a na czubku nosa dyndała wielka kropla. Usłyszałem chichot Agaty i głos mamy:
– Koniec tego dobrego! Przestańcie się oblewać! Nie dość, że mamy całe łóżko mokre, to teraz Agata zalała podłogę.
– Przecież dzisiaj jest śmigus-dyngus – zaprotestowałem.
– No właśnie – przyznał tata – jest śmigus-dyngus i nie myśl, że to poranne oblewanie wszystkich ujdzie ci na sucho – rzucił złowieszczo w moją stronę i pobiegł do kuchni, gdzie rozległ się brzęk naczyń i szum wody. Od razu zrozumiałem, co się święci, i gdy po chwili chlusnął z rondelka w moją stronę, zrobiłem piękny unik. Tata trafił w Agatę, a ta rozdarła się znowu wniebogłosy. Trzy garnki wody i dwie zalane podłogi później mama rozzłościła się na dobre.                                                                                                                                                                                                      – Koniec lania, ani kropli więcej! Wszystko pływa, dywan jest cały przemoczony, ściany ochlapane, a Agatka nie ma się już w co przebrać. Poza tym zaraz przyjdą babcia z dziadkiem, są zaproszeni na obiad, i żeby nikomu nie przyszło do głowy ich oblać.
– Mama nie wiadomo dlaczego spojrzała akurat na mnie. To okropne nie móc polać własnej babci w śmigus-dyngus – pomyślałem i żeby poprawić sobie humor, spryskałem wodą naszego chomika. Niech zwierzak wie, jakie mamy fajne zwyczaje. Potem mama nakryła do stołu, tata pochował rondle, a Agata włożyła nową sukienkę i czekaliśmy na gości. Kiedy zadzwonił dzwonek, ja pierwszy pobiegłem do przedpokoju. Otworzyłem drzwi i co zobaczyłem? Dwie różowe, wycelowane we mnie sikawki. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale babcia jak prawdziwy rewolwerowiec stanęła w lekkim rozkroku, przymrużyła jedno oko, wycelowała i oblała mnie z góry na dół. W tym czasie dziadek ruszył w pogoń za Agatą, która uciekała z piskiem. Natychmiast pożałowałem, że nie mam pod ręką pistoletu na wodę albo takiego specjalnego otworka na głowie jak wieloryb, z którego na zawołanie tryskałaby woda. Przydałby mi się teraz o wiele bardziej niż na przykład taki pępek, z którego nie ma żadnego pożytku.

Uciekając przed babcią, obiecałem sobie, że za rok nie dam się tak zaskoczyć i w każdej kieszeni będę miał po trzy sikawki. – Znowu wszystko mokre – jęknęła mama. – Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli założyć płetwy. A Agatka powinna dzisiaj od rana chodzić w pelerynie.
– Och, nie narzekaj już. Tylko trochę się pokropiliśmy, tak dla zabawy.
Dawniej to były śmigusy – westchnął dziadek.
– Jakie? Opowiedz, dziadku, jakie? – poprosiła Agata.
– Kiedyś w lany poniedziałek szły w ruch wiadra, konewki i dzbany. Ludzie usuwali kosztowniejsze meble i dywany, zakładali też gorsze ubrania, żeby oszczędzić sobie zniszczeń. Bywało, że jak udało się zaskoczyć jakąś panienkę w pościeli, to polewali ją tak długo, aż pływała w łóżku między poduszkami. Na samą myśl o tym, że mógłbym wylać na śpiącą Agatę wiadro wody, uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
– W miastach panowie spryskiwali miłe sercu panny tylko odrobiną wody różanej po ręce, ale na wsiach odbywały się prawdziwe bitwy wodne – ciągnął dziadek. – Chłopcy wyciągali dziewczyny z łóżek i jeszcze rozespane, w samych nocnych koszulach wrzucali do stawów i jezior. A one lądowały z pluskiem, wzbijając pod niebo wielkie fontanny.
– Dziadku, to znaczy, ze ty wrzuciłeś kiedyś babcię do jeziora? – spytała Agata z niedowierzaniem.
– Do jeziora nie, ale wody jej nie żałowałem. Bo tak naprawdę, choć dziewczyny złościły się i uciekały, dobrze wiedziały, że oblewamy tylko te najładniejsze i najbardziej lubiane panny. W gruncie  rzeczy były więc zadowolone, że ociekają wodą, bo to znaczyło, że mają powodzenie. Za to te, na które nie spadła tego dnia ani kropla wody, były złe jak osy. No to mama i Agata powinny być mi wdzięczne, że je oblałem. A w przyszłym roku, żeby im nie było smutno, postaram się, aby – jak to powiedział pięknie dziadek – pływały w łóżku między poduszkami. Chciałem wiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz, dlaczego ten wspaniały zwyczaj ma taką dziwną nazwę – śmigus-dyngus? Dziadek wiedział nawet to.
– Och, bo tak po prawdzie, to były dwa różne zwyczaje. Śmigus polegał na polewaniu wodą dziewczyn, a dawniej także na smaganiu ich po nogach wierzbowymi witkami. I stąd właśnie wzięła się ta dziwna, jak mówisz, nazwa. Od śmigania, czyli smagania panien zielonymi gałązkami. Niektórzy mówili, że to zielony albo suchy śmigus. Oczywiście ten mokry, czyli bieganie z wiadrami wody lub wrzucanie dziewczyn do stawów, był dużo przyjemniejszy… – Dziadek uśmiechnął się na samo wspomnienie.
– Dyngus zaś polegał na składaniu wizyt sąsiadom i znajomym. Tak jak w czasie Bożego Narodzenia chodzi się po kolędzie, tak na Wielkanoc chodziło się po dyngusie. Różni przebierańcy wędrowali od domu do domu, składając życzenia i prosząc o datek, a gospodarze wykładali na stół placki i kiełbasy, bo wierzyli, że tacy goście mogą przynieść szczęście. Dlatego przebierańcy dostawali zwykle poczęstunek, a na drogę jajka lub nieco pieniędzy. Z czasem te zwyczaje pomieszały się ze sobą i w końcu pozostało z nich tylko oblewanie się wodą i nazwa śmigus-dyngus. Wielka szkoda – pomyślałem – bo gdyby było tak jak dawniej, to nie dość, że wrzuciłbym Agatę do jeziora, mógłbym ją jeszcze okładać jakimiś gałęziami po nogach. Potem odwiedziłbym babcię przebrany na przykład za pirata i powiedziałbym „Wesołych Świąt”, a ona natychmiast dałabym mi za to cukierki, lizaki, chipsy i pieniążki. Dawniej przestrzegano tez zwyczaju, że w Poniedziałek Wielkanocny chłopcy oblewali panny, ale za to wtorek to oni byli oblewani przez dziewczyny. I to często z bardzo dobrym skutkiem – dodała babcia. Po tych słowach Agata spojrzała na mnie tak, że od razu wiedziałem, że coś knuje.
– Szczerze mówiąc bywało i tak, że jak się wszyscy dobrze rozbrykali, to nie mogli tego oblewania skończyć jeszcze przez wiele dni – powiedział dziadek z uśmiechem. A ja poczułem, że jestem bardzo rozbrykany, i ruszyłem biegiem do łazienki napełnić moje sikawki.

Ćwiczenia logopedyczne usprawniające narządy mowy – język, wargi, żuchwę.

Rodzic demonstruje ćwiczenia, a dziecko je naśladuje.

Jajko – dziecko otwiera i zamyka wargi, układając je tak, aby były zaokrąglone jak jajko.

Gorące jajko – dziecko nabiera powietrze nosem, a wypuszcza ustami, naśladując dmuchanie na jajka.

Wkładamy jajka do koszyczka – dziecko unosi język za zęby i zatrzymuje go tam, a następnie przelicza kolejne jajka, używając liczebników porządkowych.

Rogi baranka – baranek wielkanocny ma okrągłe rogi – dziecko rysuje językiem kółeczka, przesuwając jego czubek po górnej wardze i po dolnej wardze.

Baranki na hali – baranki wędrują w górę i w dół, pasąc się na hali – dziecko opiera czubek języka raz za górnymi zębami, a raz za dolnymi zębami.

Kura liczy kurczęta – dziecko dotyka czubkiem języka do każdego zęba w jamie ustnej: najpierw na górze, potem – na dole.

DRODZY RODZICE !

Za nami pełen wrażeń tydzień świąteczny. Dzieci czekają już na Wielkanoc. Nie bójcie się

włączyć ich w świąteczne przygotowania, są do tego gotowe. Znają zwyczaje i tradycje wielkanocne.

Przygotowały świąteczny koszyczek, znają symbolikę wkładanych do niego potraw.

Zaangażujcie je w przystrojenie wielkanocnego stołu, na pewno poczują się wyróżnione.

Przy okazji życzymy Państwu i dzieciom  pięknych i  zdrowych  świąt!

Pani Lucynka i Pani Kasia.

P.S. Czekamy na wieści od WAS.

kraskal@wp.pl

katrineczka@vp.pl

Skip to content